Połowy potężnych łososi z rzeki Tornio stanowiły kulminacyjny moment wyprawy.
Zaczynamy w Finlandii. Nasz przewodnik z ładnym „potokiem” nad Riekonkoski.
Potężne głazy w nurcie Riekonkoski. Pomiędzy nimi czają się pstrągi.
Udaje nam się przechytrzyć kilka ładnych sztuk.
Zenuś rozpoczyna swój popis. Niedługo nazwiemy go „profesorem”.
Dwa pstrągi wędrują na patelnię. Na lunch smażymy je na fińskim maśle.
Po południu przenosimy się na Muittarinkoski.
Przewodnik próbuje złowić rybę z mostu. Tutaj to dozwolone.
Michał schodzi na dół i penetruje wartkie szypoty pomiędzy potężnymi głazami.
I z tego miejsca „wydłubuje” ładnego potokowca.
Mnie udało się skusić pstrąga na wobler trzymany przez kilka minut w nurcie.
Tak, to naprawdę dobry dzień. A jeszcze się nie skończył…
Heijostenkoski. Pod wieczór spędzamy tam ostatnie dwie godziny.
Pięćdziesiątak o cudownym, ciemnopomarańczowym ubarwieniu. Brał dwa razy na napływie wlewu!
Michał i Zenek z trofeami.
Dzień kończymy w świetnych nastrojach. Przewodnik spisał się na „szóstkę”.
Lapońska tupa ukryta w fińskim lesie.
Kolejny dzień rozpoczynamy na Huopanankoski. Tylko oglądamy tę wodę, bo licencji już brak.
Rzeka jest zasobna w potokowce i lipienie.
Dziś sobota, stąd tylu miejscowych.
Na Huopanankoski w środkowej Finlandii.
Przewodnik Ville udziela porad Michałowi: „Trzeba wolno prowadzić przynętę”.
Zaczynamy łowienie na Kärnankoski.
Michał spuszcza woblery z prądem i ściąga bardzo powoli.
Wreszcie jest! Ryba ma ponad 50 centymetrów.
Najczęściej używamy polskich woblerów. Dziś działają „bez pudła”.
Kolejny potok wywija młynki.
Znowu niebrzydki – około pięćdziesięciu.
W koskach trafiają się zarówno ryby dzikie, jak i pochodzące z zarybień. Dzikie muszą wrócić do wody.
Wieczorem bez moskitiery nie da się wytrzymać nawet minuty.
Jesteśmy w drodze do siedziby lapońskiego Mikołaja.
Jak zwykle w tym rejonie Europy – zwierzęta najbardziej lubią spacerować po jezdni.
W Rovaniemi przekraczamy Koło Podbiegunowe Północne.
Nasz kolejny przystanek to szwedzka osada Svanstein.
Gospodarz Robert Blomberg wita nas przed swoim domem.
Wędkowanie zaczynamy od niedużej rzeczki. Ale ile w niej ryb…
Spokojne zastoiska to królestwo szczupaków.
Nasz kolejny przewodnik też ma na imię Ville. Przybył z fińskiego brzegu rzeki Tornio.
Jest specjalistą od łososi, ale dziś „gajduje” szczupaki. Prosi, żeby nikomu o tym nie mówić...
Kolejny, spokojny odcinek leśnej rzeczki.
Ville prezentuje okazalszego szczupaka. Padł na mały lipieniowy woblerek.
W jednym miejscu łowię ponad 20 ryb. Kilka okoni, szczupaki, klenie, małe sieje.
Pod tym mostkiem padają cztery ładne szczupaki. Pomimo deszczu żerują wściekle.
Kolejny zębaty – ten ma już ze cztery kilo.
Michał z Robertem odpoczywają w lesie.
A „Professore” czyta wodę.
W małym leśnym jeziorze są podobno pstrągi, ale tu nic nie udaje nam się złowić.
Zaraz zaczynamy łowy na rzece Tornio. To jedno z najlepszych łowisk łososia w Europie.
Główną metodą jest tutaj harling – czyli trolling z rzecznych, wiosłowych łódek.
Ville ze swoim "warsztatem pracy".
Pierwszy łosoś pada nieopodal przystani.
Wypływamy na wodę. Jest piękny letni wieczór.
Gdy dopływamy do dobrych stanowisk, Ville rozpoczyna wiosłowanie.
Przynęty ciągnie się za łodzią na maksymalnie siedmiu wędkach.
Łódź ustawiana jest pracą wioseł w dobrych „miejscówkach” i przytrzymywana w nurcie.
Czasem zamiast łososia trafia się piękny „kardynał”. Ten ma 44 centymetry.
Nocne trofeum Zenka. Łosoś ma 12 kilo.
Kolejny dzień należy jednak do Michała. Jego okaz ma 16 kilo.
Wszyscy robią sobie z nim zdjęcia. To wspaniała ryba. Nawet, jak na tutejsze standardy.
Michał nie zapomni tych chwil do końca życia.
Piękne widoki na rzeką Tornio. Jej środkiem przebiega fińsko-szwedzka granica państwowa.
Zenobi próbuje spinningiem skusić do brań lipienie.
I co? Kto jest tu najlepszy?
Można zatem chwilę odpocząć. Tym bardziej, że kropi deszcz.
Niektóre ryby przeznaczamy na wieczorne sashimi. Okaże się hitem!
A póki co na obiad szwedzkie kiełbaski…
Jest też trochę suszonego mięsa z renifera.
A do popicia gorąca kawa parzona na ognisku.
Po deszczu lipieniu znowu biorą. Spinningujemy na mini-woblerki.
Na moście w Kengis. Naszym „gajdem” jest dzisiaj młody Duńczyk Lars.
To super-spec od łososiowej muchówki. Uczymy się trochę rzucać, ale nie jest lekko…
W Kengis też lubią harling. Jest skuteczny i zgodny z lokalną tradycją.
Michał już wie, gdzie łowić lipienie.
Wie też, jak to robić dobrze…
Woda z hukiem przewala się przez skalisty próg. Tu rafting dostarczyłby adrenaliny.
Lars przerzuca się z łososi na lipienie. Te pierwsze dziś nie biorą, te drugie przeciwnie.
Każdy może wyłowić się do syta.
A tutaj są podobno trocie, pstrągi i łososie.
Jest mała trotka! Stała tam, gdzie wskazał przewodnik.
To były wspaniałe trzy dni. Musimy jechać dalej w drogę. Na zachód, do szwedzkiej Laponii.
W Storuman spotykamy się z Gregerem, który o tej okolicy wie niemal wszystko.
Dziś testujemy jedno z jezior. Celem są szczupaki.
Michał na trolling zacina pięciokilową sztukę. Walka trwała 10 minut, bo sprzęt nie był mocny…
Piękne krajobrazy dzikiej północy Szwecji.
Erik łowi kolejnego szczupaka.
Łowimy ryby zarówno z trollingu, jak i z rzutu. Bliżej wieczora zaczynają brać jak szalone.
Erik ma najlepsze wyniki. Ale i najlepiej zna wodę.
W małym lapońskim domku można ogrzać się i spożyć ciepły posiłek.
Tutaj w menu musi być renifer.
Z Laponii robimy krótki wypad do Norwegii.
Pierwsza baza mieści się w górach, nieopodal wielkiego jeziora Røssvatnet. Łowimy tu pstrągi.
Takie biorą już przy przystani. No, ale wiadomo komu.
Røssvatnet – jedno z największych jezior północnej Norwegii.
Rzeka z hukiem przelewająca się przez kaskadę.
Surowa północ też ma swoje "pięć minut".
Na tym górskim jeziorku łowimy na muchę nieprawdopodobne ilości małych pstrążków.
A na spinning nawet ładną palię.
Kolejne leśne jeziorko. Tundrowy oligotrof, ale pstrągi są.
Płyniemy canoe po większą rybę. Gospodarz obiecał, że wie gdzie jej szukać.
No i pięćdziesiątak pada.
Michał łowi go przy ujściu rzeki na obrotówkę.
Malowniczy fiord, nad którym leży miasteczko Mosjøen (prowincja Nordland).
A to jedna z uliczek w tym nadmorskim mieście.
Kwaterujemy w starym norweskim mieszkaniu. Czysto, schludnie i ciepło.
A to Vefsna – jedna z najlepszych trociowych rzek Norwegii. Ma 163 km długości.
Tu zapolujemy na łososie, bo właśnie trwa ich ciąg.
Michał wybiera atrakcyjne miejsce przy wodospadzie.
Ale najlepszy jest i tak – no kto? Łosoś ma 7 kilo.
Robię sobie zestaw spinningowy z muchą tubową i ciężarkiem tyrolskim.
Razem z przewodnikiem przepływamy na przecinającą nurt wyspę.
Woda jest zimna i czysta. Nic dziwnego, że żyje w niej tyle ryb.
W tym miejscu zacinam łososia, ale po minucie holu spina się. Cóż, porażka…
Na kolację kolega przewodnika przyrządza nam w restauracji złowionego łososia.
Dziś już na obiad nie łosoś, ale kiełbasa z ogniska smakuje nie gorzej.
Szwedzka prowincja Jämtland. Tutaj wybieramy z Michałem metodę muchową.
A Zenek pozostaje przy spinningu. Oto rzeka Langån.
I lipień zacięty na przeciążoną błystkę.
A szwedzki kolega ma grubego lipienia na muchę.
Tutaj, pod tym drzewem, aż pachnie rybą.
Zenek podaje obrotówkę i po chwili lipień siedzi!
Na nocną turę na rzece Harkån jedziemy z Michałem sami.
I kończymy wyjazd wspaniałymi lipieniami. Największy ma 47 cm. To była wyprawa!
Piotr Motyka
Germanista, menedżer turystyki i wędkarski globtroter. Miłośnik spinningu oraz sztucznej muchy. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zwiedził z wędką 22 kraje na 4 kontynentach. Jako stały współpracownik miesięcznika „Wędkarski Świat” autor kilkunastu reportaży podróżniczych. Pasjonat fotografii.
REPORTAŻ Z WYPRAWY
Szlakiem płetwy tłuszczowej
Szwecja, Finlandia i Norwegia, czerwiec 2009
Czy w Skandynawii można znaleźć dobre łowiska ryb łososiowatych i lipieni? Okazuje się, że tak. Nasza dwutygodniowa wyprawa do trzech północnych krajów: Szwecji, Finlandii i Norwegii zaowocowała wspaniałymi trofeami. Szczególnie cenne okazy - i to niezwykle prestiżowego łososia atlantyckiego - udało nam się złowić na fińsko-szwedzkiej, granicznej rzece Tornio. To podobno najlepsze łowisko dużych przedstawicieli gatunku Salmo salar w Europie. Poza tym w naszych podbierakach wylądowały dziesiątki innych ryb, w tym wspaniałe pstrągi potokowe, palie i lipienie. A dodatkową atrakcją były, pozbawione wprawdzie płetwy tłuszczowej i związanego z nią szlachectwa, ale bardzo waleczne, silne i dorodne szczupaki. Do tego doszły piękne krajobrazy Laponii, liczne nowe znajomości i świetny wypoczynek w gronie sprawdzonych przyjaciół. Słowem: z wszech miar udana wyprawa, którą trzeba będzie kiedyś powtórzyć!
Autor reportażu: Piotr Motyka
1. Fińskie koski
2. Rzeka Tornio
3. Szwedzka Laponia
4. Vefsna
5. Langån i Harkån
Reportaż prasowy
Artykuł prasowy „Rzeki północy” autorstwa Piotra Motyki mogą przeczytać Państwo w magazynie „Wędkarski Świat” (08/2010). Egzemplarze archiwalne są do nabycia w redakcji.