Celem naszej wyprawy były palie wędrowne (łac. Salvelinus alpinus, ang. arctic char).
Już z okien samolotu można podziwiać dzikie i surowe krajobrazy Grenlandii.
Kangerlussuaq – dawna amerykańska baza wojskowa. Tutaj lądują samoloty z Danii i USA.
Samolot, którym przylecieliśmy, odlatuje z powrotem do Kopenhagi.
Potężny Airbus musi zaraz po starcie wzbić się ponad strome zbocze grenlandzkich gór.
Biegun jest niedaleko. Stąd można dotrzeć tam nawet saniami – po wiecznym lodzie.
"Księżycowy" krajobraz okolic Kangerlussuaq.
Rzeka niesie mocno zmąconą wodę z topniejącego latem śniegu i lodu.
Samolot już czeka. Za chwilę odlatujemy na północ, do Ilulissat.
Na pokładzie niewielkiego Dash’a linii Air Greenland. Lot trwa tylko 40 minut.
Widoki z okna są imponujące. W oddali pokrywająca wyspę gruba czapa lodowa.
"No i jesteśmy na miejscu!". Po szczęśliwym ladowaniu w Ilulissat.
Przy drogach widać znaki ostrzegające przed saniami.
Zatoka Disko Bay. Jeden z cudów świata.
Grenlandzkie smakołyki: wędzona jagnięcina, smażony halibut, suszony sztokfisz...
Piwo z lokalnego browaru Godthaab. Wyjątkowo dobre i wyjątkowo drogie.
Domek dla turystów w kształcie igloo. Z okien cudowne widoki na zatokę - a zimą na zorzę polarną.
Na skałach zbudowano osiedle mieszkaniowe dla Eskimosów.
Współcześni Eskimosi zwani Innuitami. Ich dziadkowie przybyli tu z Ameryki kilkaset lat temu.
Halibut to jeden z towarów eksportowych. Jest w grenlandzkiej kuchni wszechobecny…
Zabytkowy kościółek zbudowany przez duńskich osadników w 1779 roku.
Wnętrze kościoła w Ilulissat.
W tych rejonach osadnicy z Ameryki Północnej (Eskimosi) zakładali swoje pierwsze wioski.
Rybackie kutry w porcie w Ilulissat.
Flaga Grenlandii ma biało-czerwone barwy. Tak jak duńska czy polska.
Dziki grenlandzki pies przypominający wilka. Zimą ciężko pracuje ciągnąc sanie, latem odpoczywa.
Towary zakazane w Unii Europejskiej. Tylko dla miejscowych.
Nocny rejs pośród gór lodowych na zatoce Disko, będącej częścią Morza Baffina.
Krótki wykład o lodowcach i właściwościach lodu.
Przetwórnia ryb w Ilulissat, a w tle lodowe góry i czoło lodowca.
Widok na zatokę w czasie letniej białej nocy.
Takie góry lodowe przedostają się na północny Atlantyk i bywają zagrożeniem dla statków.
Wycieczkowy rejs po fiordach zachodniej Grenlandii.
Kapitan i jego pomocnik. Prowadząc statek trzeba umiejętnie omijać pływające bryły lodu.
Przed nami lodowiec Eqi. Woda w fiordzie ma minus dwa stopnie Celsjusza, a mimo to nie zamarza!
Ten całkowicie przezroczysty lód jest nazywany przez fachowców „czarnym”.
Odrywające się od lodowca olbrzymie bryły lodu powodują powstawanie kilkumetrowych fal tsunami!
Jedna z pierwszych polskich wypraw w te rejony. A wędkarska chyba pierwsza!
Wielki wieloryb tuż obok nas. Obserwacja tych ssaków to jedna z największych atrakcji Grenlandii.
Lokalny cmentarz położony jest malowniczo na zboczu góry.
Jesteśmy w Sisimiut. Tutaj rozpoczynamy drugą - wędkarską część wyprawy.
Pomnik rybaka polującego na halibuty. Te cenione ryby są narodowym skarbem Innuitów.
Jachtem Vega przemieszczamy się na południe w dzikie, odludne tereny. Rejs trwa 4 godziny.
W oczekiwaniu na ostatni transfer Piotruś postanawia złowić rybę.
Z jachtu na brzeg zabiera nas wojskowa łódź desantowa.
No i co? Przecież to takie proste.
Nasze namioty. Na zewnątrz nie można nic pozostawiać ze względu na polarne lisy.
Obozowa stołówka. Tutaj będziemy jadać posiłki przez najbliższy tydzień.
Pierwszy obiad przygotowali Matias z Heleną. Makaron z sosem bolońskim smakuje jak w domu.
Tak wygląda ujście rzeki Erfalik do oceanu. Nieopodal zlokalizowana jest nasza baza.
Roje komarów i meszek atakują, gdy nie ma wiatru.
Widok z obozu na Erfalik. Trudno w to uwierzyć, ale na tym małym odcinku w wodzie są setki ryb.
Zaczynamy łowienie! Oj, co tu się będzie działo…
Pierwszy wieczór należy do Michała. Łowi największą sztukę o długości 66 cm.
Rankiem zaczynamy prawdziwe żniwa. Pada ryba za rybą.
W tym miejscu Erfalik wypływa z jeziora i kieruje się do morza. To świetna miejscówka.
Ta palia przypomina nieco syberyjska kundżę.
Panorama okolicy widziana z jednego ze skalnych wierzchołków.
Wysrebrzone palie dopiero co weszły z morza. Będą podążały w górę rzeki na tarło.
Miejsce, gdzie rzeka wpada do jeziora, to doskonałe stanowisko dla wędkarza.
Ta młoda palia zapewne jeszcze nigdy nie spływała do morza.
Pomarańczowe płetwy ryby zakończone są białą obwódką.
Sławek zaciął ładną sztukę i musi biec za nią po brzegu. Siła ryby robi wrażenie.
Kolejna zdobycz Maćka. W tle cudowne plenery Grenlandii.
Adam "pompuje" kolejną rybę.
Ta palia nie należy do dużych. Większość złowionych ryb trafia z powrotem do rzeki.
Panorama doliny rzeki Erfalik. Idąc w górę dotrzemy aż do wodospadu.
Odpoczynek po długim marszu. Dobra kondycja pomaga dotrzeć w miejsca, gdzie nikt nie łowił.
Spacer po takich kępach pośród grząskich mokradeł potrafi wycisnąć z człowieka siódme poty.
Nagrodą są seryjne brania pięknych ryb. Który wędkarz nie marzy o takiej przygodzie?
Ta lekko kolorowa palia jest już jakiś czas w rzece.
Dorodny srebrniak – 65 cm i 3 kilo masy!
Tak ubarwione palie biorą na odcinku przyujściowym.
Kolejny poranek i nowe nadzieje na wyjątkowe wędkarskie przygody.
Srebrna palia wzięła na małą nimfę prowadzoną przy dnie na głębokiej bani.
Wypuszczane ryby odpływają w znakomitej kondycji.
Jaśniejsze kropki i pomarańcz płetw pojawiają się po kilku dniach pobytu palii w rzece.
W spienionych szypotach ryby biorą na nimfy i streamery.
Pięknie ubarwiony arctic char z górnego jeziora. Robert miał mega-dzień. Złowił 12 sztuk.
Palia smażona z warzywami. Pychota!!
Dumny mistrz patelni ze swym dziełem.
Mięsa z palii można też spróbować na surowo - tak, jak lubią to robić Japończycy...
Tatar z palii srebrnej (ten pomarańczowy) i kolorowej (ten jasny). Mięso jest wyborne w smaku.
Z tego kamienia trzeba wykonywać rzuty w górę rzeki i sprowadzać nimfę przy samym dnie.
Michał łowi ze skałki.
|
|
Branie! Trzeba zejść na dół…
|
| |
… a potem pędzić brzegiem za rybą
|
|
… no i na końcu podebrać piękną palię!
|
Wyprawa nad rzekę Savssanquit. Szlak prowadzi przez góry, doliny i podmokłe łąki.
Jacek zacina palię na głębokim poolu blisko ujścia rzeki do morza.
Tysiące ryb weszły właśnie z morza i migrują w górę rzeki.
Po drodze muszą pokonywać różne przeszkody – progi wodne, małe wodospady…
Taka jest siła instynktu.
Tadeusz zaciął na powierzchniowa piankę ładną srebrną palię.
Siła ryby jest imponująca. Trzeba ja najpierw powstrzymać przed ucieczka z prądem…
… a potem z siłą, ale i wyczuciem wyrwać z nurtu i doholować pod nogi.
Odpoczynek na pustkowiu. Z takich strumieni można śmiało pić wodę - jest zimna i kryształowo czysta.
Długi marsz w górę rzeki Savssanquit. W trakcie całodziennej wycieczki robimy 30 kilometrów.
Najtrudniejsze odcinki to mokradła ze zdradliwym, zapadającym się mchem.
Nasz szwedzki kolega – Sune Westberg z Örnsköldsvik.
Savssanqiut obfituje też w miejsca głębsze ze spokojną wodą.
W takich poolach na pewno stoją ryby, trzeba je tylko skusić do brań właściwie podaną muchą.
Rzeka, zielone łąki i dzikie poszarpane góry. A wokół nie ma żywej duszy…
Piękna palia odpływa wolna.
Sune z Maćkiem złowili jednego dnia na Savssanquit ponad 50 palii. Niektóre były tak okazałe.
Przeprawa przez jezioro na górny Erfalik.
Jesteśmy na miejscu. Łódź trzeba zabezpieczyć, aby nie porwał jej wiatr.
Humor dopisuje. Trudno się dziwić – znów idziemy na ryby!
Niektórzy decydują się na długi marsz przez góry, aby łowić w całkowitej samotności…
Krajobrazy Grenlandii urzekają swym surowym pięknem.
Górskie jezioro, przez które przepływa rzeka Erfalik. W nim też jest dużo palii.
Chwila odpoczynku przed dalszym marszem.
Najskuteczniejsze są cięższe modele nimf, które nurt niesie przy samym dnie nawet na głębokiej wodzie.
Maskowanie i celne podanie przynęty to na spokojnych płaniach klucz do sukcesu.
Ta palia ma ponad 60 cm i wzięła na streamer.
Łowienie w takich "okolicznościach przyrody" nie zdarza się często...
Co piękne, to się szybko kończy. Nasza grupa tuż przed wyjazdem z obozu.
I znowu na łodzi Vega. Tym razem pogoda nas nie rozpieszcza. Fala też.
Ostatnia noc w Grenlandii - już w pełnym komforcie. Ciepła woda, biała pościel...
Wracamy do domu przez Kopenhagę. Ulice stolicy Danii są gwarne i kolorowe.
Dzielnica portowa, w której znajdziemy dużo restauracji i barów.
Widok z okna kopenhaskiego hotelu: słynny most do Szwecji rozpięty ponad cieśniną Sund.
To już jest koniec. Zaraz wyruszamy na lotnisko.
Piotr Motyka
Germanista, menedżer turystyki i wędkarski globtroter. Miłośnik spinningu oraz sztucznej muchy. W ciągu ostatnich kilkunastu lat zwiedził z wędką 22 kraje na 4 kontynentach. Jako stały współpracownik miesięcznika „Wędkarski Świat” autor kilkunastu reportaży podróżniczych. Pasjonat fotografii.
FOTOREPORTAŻ Z WYPRAWY
Czary arktyki
Grenlandia, lipiec 2011
Wyprawa wiodła na największą wyspę Ziemi. Jej celem były połowy palii wędrownej (ang. arctic char), zamieszkującej tamtejsze rzeki i jeziora. Po dwudniowym pobycie nad słynną zatoką Disko Bay i podziwianiu pływających gór lodowych udaliśmy się nad leżąca na odludziu rzekę Erfalik. Tam przeżyliśmy przygody, o jakich marzy każdy wędkarz, poszukujący choćby skrawka wody nietkniętej przez cywilizację.
W wyprawie uczestniczyło dziewięciu Polaków i troje Szwedów. Przez tydzień nasza polska ekipa złowiła 429 ryb, a bardziej doświadczeni szwedzcy koledzy dołożyli do tego kolejnych dwieście. Zapraszamy na fotoreportaż z tej arktycznej eskapady.
Autor reportażu: Piotr Motyka
1. Kangerlussuaq
2. Ilulissat
3. Sisimiut
4. Obóz nad Erfalikiem
Reportaż prasowy
Artykuł prasowy „Grenlandia – kraina czarów” autorstwa Piotra Motyki mogą przeczytać Państwo w magazynie „Wędkarski Świat” (11/2011). Egzemplarze archiwalne są do nabycia w redakcji.
Oto fragment:
Energicznie rozbujałem sznur mojej muchówki i posłałem sporą czarną nimfę – imitację widelnicy - w spieniony nurt kryształowo czystego potoku. Od razu nadrzuciłem linkę w górę i zacząłem obserwować jej szybki, swobodny spływ. Gdy w końcu sznur zaczął ściągać przynętę uniosłem kij w górę i poprowadziłem nimfę po skosie w stronę „mojego brzegu”. W pewnej chwili doskonale widoczna żółta linka naprężyła się i poczułem mocne szarpnięcie – coś żywego dało znać o sobie na końcu zestawu. Serce zakołatało radośnie w piersi, bo przeczuwałem, że wreszcie nadszedł ten moment, który przeżyłem już wiele razy w moich marzeniach. Z tą różnicą, że tym razem doświadczenie było realne. Nie musiałem reagować, bo wiedziałem, że w tej metodzie, dzięki oporowi zwisającego fragmentu linki, ryba zacina się sama. I nie pomyliłem się. Gwałtowny pisk kołowrotka oznajmił mi, że mam na kiju piękny okaz gatunku, która upodobał sobie najzimniejsze miejsca na Ziemi. Wędka wygięła się, a ja rozpocząłem brzegiem szaleńczą pogoń za rybą.

Czy wiecie, że
- geograficznie Grenlandia jest częścią Ameryki Północnej
- jej powierzchnia jest siedem razy większa od terytorium Polski
- aż 84% obszaru wyspy zajmuje gruba miejscami nawet na 3 i pół kilometra czapa lodowa
- politycznie Grenlandia należy do Danii, ale posiada szeroką autonomię wewnętrzną
- wyspę zamieszkuje obecnie 57 600 ludzi, z czego 90% to Innuici (Eskimosi)
- w ich języku nazwa kraju brzmi Kalaallit Nunaat, a głównego miasta Nuuk
- obowiązującą walutą jest na wyspie korona duńska
- w 1985 roku Grenlandia wolą swych obywateli wystąpiła z Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, czyli dzisiejszej Unii Europejskiej
- benzyna na Grenlandii jest dwa razy tańsza niż w Polsce, ale ceny żywności czy alkoholu są znacznie wyższe
- głównym bogactwem wyspy są ryby i owoce morza, szczególnie krewetki oraz halibuty
Loty z Europy na Grenlandię oraz połączenia wewnętrzne
Na Grenlandię można się dostać bezpośrednim lotem ze stolicy Danii Kopenhagi lub z Islandii. Na wyspie sieć lotniczych połączeń pomiędzy głównymi miastami zapewniają lokalne linie Air Greenland. Loty są bezpieczne, ale emocjonujące. Przede wszystkim z uwagi na niezrównane widoki, ale również ze względu na ukształtowanie terenu. Na Grenlandii dość wysokie góry sąsiadują praktycznie z oceanem. Pasy startowe zlokalizowane są więc w górskich kotlinach lub na wąskim pasie równego lądu tuż nad brzegiem morza – w sąsiedztwie pionowych często ścian skalnych. Zejście do lotniska w ostatniej fazie lotu to praktycznie pikowanie samolotu pod ostrym kątem w dół. Zawrót głowy murowany.